"Piotruś Pan" - James Matthiew Barrie

Klasyka to na ogół coś, co bardzo dobrze znamy i często coś, czego nigdy nie mieliśmy w swoich rękach. Okrutne stwierdzenie, ale muszę to przyznać – i wiem, że przyzna to wiele osób, które znam – że od dziecka znam historię Kopciuszka, Śpiącej Królewny, Pinokio czy Małej Syrenki, ale nie pamiętam, bym kiedykolwiek swoją wiedzę na ich temat czerpał ze źródła. Czytałem i oglądałem bajki Disneya i dziesiątki innych adaptacji, ale dopiero odkąd jestem ojcem, sięgam do pierwowzorów. Aż wstyd się przyznać. Nie do tego, że do nich sięgam, lecz do tego, że do tej pory mi się to nie zdarzyło… Z tego powodu dopiero teraz miałem możliwość zagłębienia się w prawdziwą historię Piotrusia Pana, którą opisał James Matthew Barrie. A to za sprawą zupełnie nowego, ilustrowanego wydania opublikowanego przez Media Rodzinę. 

Przyznaję, trochę wyrosłem już z bajek dla dzieci (ale tylko trochę, bo w głębi serca na zawsze pozostanę dzieckiem), ale miałem świetny pretekst do tego, by sięgnąć po „Piotrusia Pana”. Ten powód ma na imię Lili. Chcąc być dobrym ojcem dla mojej córki, nie mógłbym (i nie chciałbym) pozbawiać jej magii dzieciństwa. Moim zdaniem nigdy nie jest za wcześnie, by czytać dziecku. Moje było na to skazane jeszcze zanim opuściło ciepłe wnętrze brzuszka swojej mamy. Dlatego nie mogłem się doczekać „Piotrusia Pana” i nie przeszkadzało mi to, że mój szkrab ma dopiero rok. Co więcej – wiedziałem, że to będzie nowa i wspaniała przygoda, którą przeżyjemy wspólnie.

Jakaż to była przygoda! Szybko okazało się, że zamiast usypiać, czytanie wyzwala w mojej córce prawdziwą euforię. Niczym Piotruś Pan latała po swoim łóżeczku, jak gdyby usiłowała wzbić się w powietrze i wyfrunąć przez okno (na szczęście było ono zamknięte). Opowieść Barriego oczarowała nas oboje. Wspólnie poznawaliśmy tę historię. Rozdział po rozdziale. Wieczór po wieczorze. Czasami konieczne było czytanie nawet dwóch rozdziałów, a było to w chwilach, kiedy dokończony kończył się w bardziej emocjonującym momencie. Jak dziecko, nie mogłem powstrzymać się przed dalszym czytaniem. I musiałem zakazywać sobie zabrania tej książki do łóżka i dokończenia jej w nocy. To byłoby nie fair w stosunku do mojego małego potworka, któremu oczy rozświetlały się za każdym razem, kiedy brałem książkę do ręki. Byłem skazany na dostosowanie się i rozciągnięcie przyjemności czytania na wiele dni. I było warto. 

Nie będę opowiadał o treści, bo tę wszyscy znamy (choć i tak jej forma bywa zaskakująca), ale skupię się na wspaniałych ilustracjach Quentina Grebana. Od dawna borykam się z problemem wyboru książek dla mojej córki. Szukam pięknie ilustrowanych opowieści, tymczasem natrafiam często na niezwykle szpetne i nieciekawe obrazki, które – w moim odczuciu – kaleczą książkę. Nowa edycja „Piotrusia Pana” bardzo pozytywnie mnie zaskoczyła. To nie tylko świetna historia ale i jedne z najpiękniejszych ilustracji. Każda z nich przyciąga wzrok i zmusza do wpatrywania się w nią. Obrazy z tej książki wręcz hipnotyzują. Bardzo mnie cieszy, że ta edycja została wydana – z wielką radością przekażę ją za kilka lat w ręce mojej córki wiedząc, że i ją ona zachwyci. Bo już zachwyca. Niezależnie od wszystkiego. 

Przez ponad dwa tygodnie każdego wieczoru przestawałem być dorosłym. Czytałem „Piotrusia Pana” i na nowo stawałem się dzieckiem, chłonąc tę niezwykłą opowieść z wielką radością i ciekawością. Delektując się nią i nie mogąc doczekać dalszego ciągu. I sądzę, że lepszej zachęty do zakupu tej edycji nie mogę już dać.

Opis wydawniczy:
W szczęśliwym domu państwa Darlingów pojawia się Piotruś Pan. To wieczny chłopiec, który nigdy nie chce dorosnąć, obdarzony niezwykłymi talentami mieszkaniec Nibylandii. Tam też zabiera trójkę dzieci państwa Darlingów, by zobaczyły świat, którym nie rządzą żadne prawa. Ale przyjdzie im zmierzyć się z kapitanem Hakiem... Kolejna ksiązka w serii klasyka w nowych szatach - tym razem w znakomitym tłumaczeniu Andrzeja Polkowskiego i z pięknymi ilustracjami, których autorem jest Quentin Gréban.

http://mediarodzina.pl/prod/1153/Piotrus-Pan

Udostępnij na Google Plus

About Strefa Czytacza

    Blogger Comment
    Facebook Comment

2 komentarze:

  1. Witam Was serdecznie. Zacznę od tego, że jestem pod wielkim wrażeniem Waszego bloga, a przede wszystkim historii Waszej znajomości. Harry Potter pojawił się w moim życiu, gdy już nie było o nim tak głośno, ale myślę, że na tą świetną serię nigdy nie jest za późno. Przechodząc do tematu, podzielam Twoje zdanie, że na czytanie nigdy nie jest za wcześnie. Jestem mamą 5 miesięcznego chłopca. Kiedy malec miał miesiąc zaczęłam mu czytać wierszyki dla najmłodszych, później Brzechwę i Tuwima, teraz już sięgam po coś dłuższego a mianowicie Baśnie braci Grimm i Andersena. Ostatnio kupiłam Kubusia Puchatka, a teraz czytając Twój wpis musiałam kupić właśnie to wydanie Piotrusia Pana. Synek z wielkim zaciekawieniem słucha tych wszystkich wierszyków, a bajki czytam już bardziej do snu. Mąż także po pracy stara się mnie wyręczyć, a przede wszystkim chce mieć dobry kontakt z synem, bo nie ma nic lepszego na świetne relacje z dzieckiem jak czytanie mu codziennie chociaż parę minut. Na razie jest malutki i nie rozumie, ale już oczka mu się świecą i buzia śmieje jak słyszy mój lub męża głos. Dzięki temu ja sama nadrabiam zaległości z dzieciństwa. Już nie mogę doczekać się Piotrusia Pana. Mam nadzieję, że ta historia nas tak samo oczaruje. A kiedy syn będzie większy przeczytamy ją i wiele innych jeszcze raz, a kiedy będzie w odpowiednim wieku zaczniemy w końcu Harrego Pottera. Już nie mogę doczekać się reakcji synka kiedy pierwszy raz odjedzie pociąg do Hogwartu. Serdecznie pozdrawiam całą Waszą rodzinkę ,a szczególnie małą Lili i życzę dużo ciepła i miłości :) Dziękuje za świetne wpisy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękujemy za ten komentarz i tak miłe słowa. Tym bardziej cieszy nas, że podzielamy zdanie, jeśli chodzi o czytanie dziecku. Tak jak nigdy nie jest za wcześnie na miłość, tak nigdy nie jest za wcześnie na czytanie :) Ja naszemu Dziamdukowi czytałem "Baśnie barda Beedle'a", kiedy się jeszcze kokosił w brzuchu u mamy - teraz nie bardzo możemy jej czytać do snu, bo czytanie rozbudza ją zamiast usypiać - budzi zbyt wiele emocji :-)
      A "Piotrusia Pana" szczerze polecam - a szczególnie to wydanie, ponieważ moim zdaniem jest to jedna z najładniejszych książek dla dzieci wydanych w ciągu ostatnich lat i wyróżnia się na półkach spośród dziesiątek tytułów, których ilustracje zniechęcają do sięgnięcia po książkę.

      Wszystkiego, co najlepszego dla całej Waszej rodziny :)

      Usuń